niedziela, 15 marca 2015

Góry, Czechy, dziadki w wełnianych beretach? HARACHOV!


Dobry wieczór, bądź dzień dobry!
  Nie powiem, trochę mi się w tym roku wydłuży ferie. Wróciłam niedawno ze śnieżystej, czeskiej miejscowości. Jestem cała posiniaczona, ponieważ narty wcale nie są takim łatwym sportem, mimo wszystko wróciłam napełniona nowymi doświadczeniami i mam w sobie masę emocji.
  Tydzień temu w piątek pojechałam w kierunku Gdańska do wujostwa, a stamtąd ruszyliśmy w kierunku Torunia, Łodzi, Wrocławia i nareszcie Harrachova. Jak na Pomorzu śniegu nie ma wcale, tak kilka kilometrów od granicy jest go dość sporo. Rozpakowaliśmy się i poszliśmy na leśny spacer. W zasadzie cały tydzień pogoda z nami współpracowała, więc nie mam, na co narzekać. Czeska atmosfera jest świetna. Nie wiedziałam, że Polacy tak bardzo różnią się podejściem do świata, od ludzi z zagranicy. Trochę, to przygnębiające, ale Czesi i Niemcy, to naprawdę przesympatyczne osoby. Okay, nie mówię, że dobrze jeżdżę na nartach, ale jestem w stanie upaść, samodzielnie wstać i jechać dalej, a za każdym moim upadkiem, zbierała się kupa ludzi i każdy z nich szczerzył się do mnie i pytał w miarę swoich możliwości, tak abym zrozumiała, czy wszystko jest w porządku. W podróży do Słupska, porównywałam sobie nastawianie ich, a nas. Brak porównania. Niebo, a ziemia. Tylko dlaczego ta jest? Może, kiedyś nasz kochany naród odbije się od tego. Miejmy taką nadzieję! Tak czy siak, przyjechałam z nowymi doświadczeniami, większym optymizmem. Mój głód krajobrazów został zapełniony widokami Czech. Mniam.  Zatem, podzielę się z wami zdjęciami. ;)







Taką herbatkę dostałam w czeskiej restauracji

Do wyboru, do koloru :3













Mam nadzieję, że Polska kiedyś będzie społeczeństwem tak miłym i sympatycznym jak Czechy. Mimo, wszystko dobrze być już w domu.